czwartek, 31 marca 2016

Toczeń układowy i Hashimoto. Jak opanowałam choroby

Dziś chciałam Wam przedstawić książki które zmieniły moje życie. Przedstawię najważniejsze z tych które czytałam i opiszę jaki wpływ miały na moje zdrowie.




W internecie wiele można przeczytać na temat cudownych diet leczących przeróżne choroby. Sama w ramach eksperymentu za radą dietetyka przeszłam na dietę bezglutenową i bezmleczną. Faktycznie już po tygodniu zobaczyłam poprawę w kondycji skóry – zwłaszcza dłoni, a w dalszej perspektywie przestały mi dokuczać stawy, a przeciwciała toczniowe spadły do zera i mogłam odstawić sterydy. W tym czasie przeczytałam książkę „Dieta bez pszenicy” W. Davisa i na mojej czarnej liście na pozycji nr 1. uplasowała się pszenica. Tarczyca jednak ani drgnęła.
Później sporo czytałam o fitoterapii. Moim wielkim autorytetem był dr Różański. Nadal uważam, że to bardzo mądry człowiek, ale dla takiego zielarskiego laika jak ja jego porady nie bardzo mogły mi pomóc. Gdzie niby miałabym znaleźć Niepokalanek, Sarsaparille, Cyanotis arachnoides i Catalpę? A później jeszcze zrobić z tego nalewkę na alkoholu 60% ?

Następnie trafiłam na książkę „Zapalenie tarczycy. Hashimoto” i wprowadziłam restrykcyjną dietę.  Jak ognia unikałam glutenu, mleka i wszelkich jego przetworów, cukru i soi. Książka Izabeli Wentz długo była niemal moją biblią. Niektóre rady były uniwersalnie i poza Hashimoto mogłam je też odnieść do tocznia. Mimo wszystko cały czas musiałam brać Letrox 100 i TSH nie drgnęło.
 Zrobiłam też testy Food Detective i wyszła nietolerancja mleka, pszenicy i owsa.
  Po niemal roku takiej diety zaczęłam buszować w internecie głodna jakichś nowych informacji. Wszędzie praktycznie można było przeczytać, że główną przyczyną wszelkiego zła jest „cieknące jelito”. Aby je uleczyć przeszłam na dietę paleo. Żeby nie opierać się tylko na internetowych „mądrościach” kupiłam książkę „Paleo dieta” Robba Wolfa. Książka jednak była pisana tak okropnym językiem że ledwo przez nią przebrnęłam. 
 Kupiłam też „Dieta paleo” Pete Evansa, ale większość przepisów w tej książce wydała mi się zbyt wymyślna i część składników nieosiągalna.
 W końcu trafiłam na książkę „Historia wewnętrzna. Jelita - najbardziej fascynujący organ naszego ciała” Giulii Enders i chyba jest to najbardziej zdroworozsądkowa książka na jaką trafiłam. Sama autorka zmagała się z różnymi problemami zdrowotnymi i eksperymentowała z różnymi dietami. Dla osób, które chcą zgłębić temat naszego układu trawiennego będzie to ciekawa lektura. Dla mnie rozdziały 1 i 2 były powtórzeniem informacji, które w większości znałam, jednak rozdział 3 „Świat mikrobów” bardzo mnie zaciekawił. Myślę, że poświęcę mu osobną notkę. 
 Temat probiotyków zaciekawił mnie do tego stopnia, że kupiłam kolejną książkę „Dobre bakterie” Robynne Chutkan. Jeszcze jej nie odebrałam, ale dostałam dziś informację, że dotarła już do księgarni. Jak tylko przeczytam to zdam relację z moich wrażeń.
W każdej z diet jakich próbowałam cukier był wykluczony lub mocno ograniczony. Myślę że miało to spory wpływ na odzyskanie równowagi flory bakteryjnej. Zwłaszcza dieta paleo – bogata w warzywa  mogła przyczynić się do mojego powrotu do zdrowia. Kiedyś widziałam eksperyment, w którym porównywano wpływ jedzenia jogurtów i zielonych warzyw na florę bakteryjną. Przebadano 6 osób – po 3 w każdej grupie. Okazało się że jedzenie dużej ilości zielonych warzyw w większym stopniu niż jedzenie jogurtów przyczyniło się do poprawy flory bakteryjnej. Nie był to eksperyment naukowy ale programu BBC. Nie ma więc naukowych dowodów popartych konkretnymi liczbami na ten temat.

Szukanie idealnej diety to ciąg prób i błędów. Ja postanowiłam wypróbować teraz terapię kefirami i zaczęłam hodowlę grzybka kefirowego (tybetańskiego) na mleku sojowym (BIO). Wiele złego mówi się o soi, ale postanowiłam przez miesiąc dać jej szansę. Oczywiście BIO bez GMO i nie więcej niż szklanka kefiru dziennie.O kefirze też napiszę osobną notkę ze względu na to że jest to temat rzeka, a polski internet pełen jest mitów na jego temat. Udało mi się znaleźć kilka bardzo ciekawych badań naukowych jednak publikacje są po angielsku. Żeby wpis był rzetelny myślę, że zajmie mi to kilka dni.

Za miesiąc zbadam TSH i podzielę się efektami. Czy soja zaszkodziła mojej tarczycy, czy bakterie pomogły moim jelitom, czy w jakikolwiek sposób zmieniło się moje samopoczucie..
Trzeba tez wziąć pod uwagę , że po 22 latach chorowania na Hashimoto niewiele mogło zostać z mojej tarczycy i możliwe że jej stan po prostu nigdy się nie poprawi.

2 komentarze:

  1. Cześć :)
    Cieszę się, że do Ciebie trafiłam. Również jestem mamą. Choruję na RZS. A obecnie mam podejrzenie tocznia, które wyszło w momencie, kiedy chciałam się starać o drugie dziecko... powiedz mi, jak sobie z tym radzisz? Również czytam i szukam dobrego rozwiązania. Zalecono mi dietę bezglutenową, jednak mam z tym duży problem. Jak mogę żyć bez cukru, nabiału, tak bez glutenu nie potrafię :O znalazłam również informację, że w momecnie, kiedy jest białko w moczu przy toczniu (mam) zaleca się dietę wegetariańską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Małgosiu, długo tu nie zaglądałam, bo sama podupadłam na zdrowiu i byłam tym bardzo przygnębiona. Teraz wpadłam na nowy trop i moje kolejne notki poświęcę na przybliżenie tematu uzdrawiania dietą. Jeśli znasz angielski to zaglądaj do mnie częściej - będę linkować filmiki z Youtube.

      Usuń